Wywiad z Marcinem Mroczkiem
Dec 5th, 2007 by admin
O polityce i Polityce, o blaskach i cieniach sławy aktorskiej (nie tylko w M jak miłość) oraz działalności w fundacji Z miłości serc opowiada Marcin Mroczek.
Z zewnÄ…trz wyglÄ…da na to, że dużo siÄ™ dzieje w twoim życiu, przede wszystkim zawodowym: Mroczek w telewizji, Mroczek w kinie, Mroczek na okÅ‚adkach czasopism, na przykÅ‚ad na okÅ‚adce Polityki, która nazwaÅ‚a ciebie i brata drugimi bliźniakami czwartej Rzeczypospolitej…
Marcin Mroczek: To milo znaleźć się na łamach takiej gazety jak Polityka, to wielkie wyróżnienie dla nas. Nie pamiętam żeby jakiś aktor był na okładce tego pisma. A co do zdania o drugich bliźniakach, to nie szukam w tym zdaniu dodatkowych kontekstów. Pierwszymi bliźniakami Rzeczpospolitej są prezydent i prezes rządzącej partii, bo przecież to bardzo ważne osoby w państwie, a nas po prostu nazwano drugimi – taki chwyt marketingowy. Zresztą jak wynika z artykułu w żaden sposób nie dotyczy on polityki.
Bycie sławnym bardziej cię męczy czy cieszy?
Bycie sÅ‚awnym jest raczej przyjemne. Fajnie czuć siÄ™ wyjÄ…tkowym i zwracać na siebie uwagÄ™. Ludzie uÅ›miechajÄ… siÄ™ do ciebie, pozdrawiajÄ… ciÄ™. OczywiÅ›cie nie zawsze. SÄ… takie chwile, kiedy odczuwam potrzebÄ™ prywatnoÅ›ci, bycia zwykÅ‚ym czÅ‚owiekiem. ZwÅ‚aszcza gdy zdarzajÄ… siÄ™ dziwne czy gÅ‚upie sytuacje. Na przykÅ‚ad kiedy ktoÅ› za mnÄ… krzyczy albo zaczepia w nieodpowiednim miejscu. Nie wiem, jak siÄ™ wtedy zachować. Albo kiedy dziecko podchodzi do mnie z kartkÄ… i proÅ›bÄ… o autograf… w koÅ›ciele. Odczuwam wtedy zażenowanie.
A jak się znajdujesz na studiach? Czy tam też spotykają cię takie ekstremalne sytuacje?
Na studiach sława jakoś mnie omija. Na ogół jestem traktowany jak inni studenci: mam takie same obowiązki, muszę zaliczać przedmioty i zdawać egzaminy. Jeśli w jakiś sposób jestem postrzegany inaczej, to dlatego że niektórzy profesorowie wiedzą, że jestem znany i szybciej mnie kojarzą, bo ich żony w poniedziałek czy wtorek oglądają M jak miłość. A więc jak coś przeskrobię, to innym to uchodzi, a ja czasami muszę się więcej napocić, żeby to odkręcić. Większość profesorów jednak rozumie moją sytuację i stara się iść mi na rękę.
Połączenie studiów z intensywną pracą wymaga chyba niemałych umiejętności ekwilibrystycznych.
Tak, chociaż wszystko odbywa się zgodnie z zasadą im więcej robisz, tym więcej masz czasu.

Wybrałeś kierunek, który z aktorstwem ma niewiele wspólnego – studiujesz na Wydziale Inżynierii Ludowej na Politechnice Warszawskiej. Z którą dziedziną wiążesz swoją przyszłość?
Jeszcze nie wiem, w którą stronę pójdę. Na razie staram się pogodzić obie rzeczy. Teraz gram, ale niedługo będę starał się wkręcić na praktyki na budowie. Życie pokaże, w którą stronę pójdę. Aktorstwo to taka praca, która dzisiaj jest, a jutro jej nie ma. Może się więc okazać, że za jakiś czas rynek przestanie nas potrzebować. Tak jak w przypadku wielu innych aktorów, których kariera skończyła się z dnia na dzień. Dlatego uważam, że trzeba mieć w ręku drugi fach.
Jesteś aktorem a kształcisz się na inżyniera: czy twoim zdaniem wykształcenie aktorskie jest ważne w tym zawodzie?
Myślę, że wykształcenie aktorskie jest ważne, zwłaszcza dla takiego aktora, który chce wykonywać ten zawód na poważnie. Nauka w szkole aktorskiej oznacza długie godziny pracy przez kilka lat, co potem przynosi efekty. Wystarczy popatrzeć, jak świetnie przed kamerami radzą sobie zawodowcy, ale jak życie pokazuje i amatorzy zostają świetnymi aktorami. Tajemnica tkwi chyba w tym, że trzeba czuć to, co się robi, i nic na siłę.
Wobec tego czy brak wykształcenia aktorskiego przeszkadza ci w pracy?
Czasami przeszkadza. Przeszkadzał mi zwłaszcza na początku pracy przy M jak miłość. Wyobraź sobie, że musisz zacząć coś robić, nie mając o tym żadnego pojęcia. Wtedy byłem właśnie w takiej sytuacji, bez podstaw do grania. Zacząłem więc uczyć się od innych ludzi. Podpatrywać jak oni to robią i przełamywać wstyd i lek.
Czy masz wśród nich swojego mistrza?
Nie, nie mam mistrza. Lubię oglądać piłkę nożną, ale żadnego z piłkarzy nie wyróżniam. Tak samo jest z aktorstwem. (śmiech)
Od 2000 roku jesteś kojarzony przede wszystkim z Piotrem Zduńskim z M jak miłość. Czy Piotr Zduński i Marcin Mroczek mają coś wspólnego?
Trochę mają. Ale w żadnym wypadku Piotr Zduński to nie Marcin Mroczek! Momentami zachowujemy się podobnie: raz jesteśmy bardzo poważni, a innym razem bardzo nerwowi i wybuchowi. Tak samo jak Piotrek potrafię nagle zrobić akcję albo olbrzymią awanturę.
Co jest w stanie sprowokować cię do wybuchu?
Głupota.
A z czego twoim zdaniem wynika popularność serialu?
MyÅ›lÄ™, że serial zawdziÄ™cza swojÄ… popularność temu, że przedstawia zwyczajne realia życia w Polsce. Nie ma w nim bardzo bogatych wnÄ™trz ani superluksusowych samochodów. Przedstawia problemy Polaków zwiÄ…zane z pieniÄ™dzmi, miÅ‚oÅ›ciÄ…, kalectwem… Pokazuje zwykle polskie rodziny z rożnych klas spoÅ‚ecznych, dlatego wiele osób może szukać tam czegoÅ› dla siebie. Ale tym, co przyciÄ…ga najbardziej, jest MiÅ‚ość…
Jak odnosisz doświadczenie wyniesione z planu serialowego do planu filmowego? Zagrałeś przecież rolę w Starej Baśni (2003).
To była bardzo mała rola i trudno ją nazwać filmową. Głównie jeździłem na koniu w ciężkiej zbroi, a potem mnie zabili! Zresztą nigdy wcześniej nie jeździłem konno, ale musiałem dosiąść konia, który był bardzo niespokojny i nawet zrzucił swojego pana. (śmiech)
Praca przy filmie jest zupełnie inna niż przy serialu. Tak naprawdę trudno porównać te dwa doświadczenia. W serialu pracujemy dużo spokojniej – możemy dłużej przygotowywać się do zdjęć, powtarzać ujęcia – właściwie nie mamy ograniczeń. W filmie liczy się oszczędność czasu i taśmy, na które środków u nas zwykle brakuje.
Bliżej ci do telewizji czy do kina?
Na razie gram w serialu, a więc bliżej mi do telewizji.
A ciÄ…gnie ciÄ™ do teatru?
Nie, chyba nie (śmiech). Kiedyś chciałem spróbować gry w teatrze. Ale to ciężka praca, wielka trema i konieczność warsztatu.
Twoje doświadczenie telewizyjne to nie tylko serial – to także udział w programach rozrywkowych, m.in. w Bezludnej Wyspie, Ciao Darwin oraz niedawno Show!Time. Co skłoniło cię do udziału w nich?
Po prostu dobrze się czuję w takich programach. Takie programy jak Bezludna wyspa istnieją po to, by widzowie poznali nie aktora, ale prawdziwego człowieka, a to jest moim zdaniem bardzo potrzebne. Natomiast w Show!Time mogłem pokazać się z jeszcze innej strony, w jeszcze innym świetle. Dlatego jako blondyn o jasnej cerze ubrałem czarną perukę czy jako mężczyzna przebrałem się za kobietę.
Show!Time nie było twoim pierwszym spotkaniem z rozrywką, a dokładnie z tańcem – miałeś już doświadczenie dzięki zespołowi Caro Dance. Czy to prawda, że mama zapisała ciebie i brata do zespołu niejako za twoimi i brata plecami?
Nie do końca za naszymi plecami, ale – powiedzmy – nie za naszą pełną zgodą. Mieliśmy wtedy po kilkanaście lat i zamiast tańczyć, woleliśmy zapisać się do Pogoni Siedlce i biegać za piłką. Z czasem jednak zaczęliśmy chodzić na próby bez przymusu. W zespole było świetne towarzystwo: uczestniczyliśmy w wielu mistrzostwach, zjechaliśmy kawał Europy. Dzisiaj ta inwestycja procentuje.
Oprócz grania, tańczenia i studiowania prowadzisz fundację Z miłości serc.
Kilka miesięcy temu nasza koleżanka, Agnieszka, dowiedziała się, że ma złośliwego raka kości ramieniowej. W krótkim czasie przeszła kilka chemioterapii, ale zabrakło środków na dalsze leczenie. Wtedy moja dziewczyna, Agnieszka Popielewicz, wpadła na pomysł założenia fundacji Z miłości serc – żeby pomagać Agnieszce i innym ludziom chorym na raka. Nie wykładamy pieniędzy, lecz organizujemy imprezy, w które włączają się rodziny i bliscy osób chorych. Taka forma pomocy jest chyba najbardziej potrzebna: polega na wspieraniu w wierze i zaangażowaniu bliskich, a to pomaga wyjść z choroby.
Fundacja działa dopiero od kilku miesięcy, ale ma już na koncie koncert. Odbył się on 22 kwietnia bieżącego roku: w wynajętej sali kinowej w Katowicach zagrało kilka zespołów, między innymi Goya, Szymon Wydra i Papa Dance, Mezo, Verba, Pin. Mieliśmy miesiąc na zorganizowanie wszystkiego. I zrobiliśmy to w ekspresowym tempie – potwierdzi to każdy, kto wie, ile przygotowuje się występ na żywo kilku zespołów. Oprócz koncertu odbył się także turniej w ruletkę sponsorowany przez Casino Poland oraz losowanie wartościowych nagród. [...].
Jaki jest zakres jej obecnej działalności?
Zbieramy środki dla najbardziej potrzebujących. Mamy bardzo dużo zgłoszeń. Rozpatrujemy je i staramy się wybrać tych, którzy najbardziej potrzebują pomocy. Wszyscy, którzy chcą pomagać mogą się dołączyć – jesteśmy otwarci na wolontariat, ale także na podejmowanie przez samych wolontariuszy różnych inicjatyw. Dla zainteresowanych podam stronę: www.zmilosciserc.pl.
Jeśli przeprowadzałbyś ze sobą wywiad, jakich tematów unikałbyś, a o czym opowiedziałbyś chętnie?
Życie codzienne jest jak nieustanny wywiad ze sobą samym! Przeprowadzam go codziennie, nie pytając o nic.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Katarzyna Musioł, eurostudent.pl